piątek, 11 listopada 2016

Kolejny post z czapkami

Miałam już skończyć ale się okazało, że znowu nie mam co na łepetynę włożyć, a Malizna wymyśliła sobie tygryska. Wobec czego znowu Was pomęczę czapami :D




Włóczka  himalaya everyday, szydełko 4 i 5mm


Himalaya yarn supersoft, szydełko 5 i 5,5mm

poniedziałek, 24 października 2016

,,Sprawiedliwy"

Wzruszająca historia, opowieść o zachowaniach ludzkich, o odruchach serca dławionych strachem. Sceny wojny przeplatają się tutaj z niemal baśniowymi klimatami. Czytam, że film jest krytykowany głównie za wielowątkowość, Dla mnie to wspaniała opowieść dziewczynki, która przeżyła holocaust. Opowieść, którą sama snuje, a jednocześnie poznaje tajemnice o których nie miała pojęcia.
Cała istota filmu to właściwie pokazanie człowieczeństwa w skrajnych przypadkach. Ja wiem, że takich filmów i o podobnej tematyce było już wiele. Ale ten jest wyjątkowy przez postać Pajdka. Ot, prostego człowieka, troszkę odrealnionego, traktowanego przez innych jak nieszkodliwego wariata. Kochającego zwierzęta równie mocno jak ludzi. Odrobinę nieobecnego, sprawiającego wrażenie, że wie więcej od innych.  Mam wrażenie, że to postać tak kluczowa, że bez niej przeżycie dziewczynki nie byłoby możliwe.
Jest też drugi biegun tej opowieści- uratowana Hania, wraca po latach wbrew sobie. Jest pełna żalu i zgorzknienia, W miarę jednak poznawania historii swego ocalenia, zmienia się na naszych oczach. Przenosząc się w czas ukrywania w przeróżnych miejscach, w czas gdy straciła rodzinę i w magiczny czas spędzony na wędrówkach i rozmowach z Pajdkiem, odkrywa ile zawdzięcza innym ludziom. Odkrywa ile oni poświęcili, jak wiele ryzykowali i jak bardzo nie chcą, by to co zrobili nazywano bohaterstwem.
Jeśli ktoś lubi filmy o takiej tematyce, nie znajdzie tu niczego odkrywczego, wszystko to już było. Jednak sposób w jaki tym razem przedstawioną tą opowieść jest szczególny, rzewny, pełen nostalgii i mimo wszystko wiary w człowieka






sobota, 22 października 2016

Migawki października

Co tam u nas słychać




Głównie to sobie robimy dobrze- grzejemy się w domku, wcinamy dobre jedzonko, ale jeszcze na powietrzu zgarniamy co się da. Wedrujemy, poznajemy, podziwiamy...




















czwartek, 13 października 2016

Są takie dni w tygodniu...

....Chociaż mam wrażenie, że tygodnie w roku. Ciężko mi się oswoić z tą porą. Człowiek sobie siedzi pod drzewkiem, grzeje cielsko, sączy soczek z lodem, albo pogina radośnie doglądając ogrodu, czy co tam człowieki latem lubią. A nagle bach- ktoś przykręca światło, kurek z ogrzewaniem, plucha panie, ziąb i beznadzieja. No jak się nie podłamać, no....I tak się szarpię, coś tam próbuję, chwytam, działam, ale w gruncie rzeczy wszystko sprowadza się do jednego. Zawinąć się w kłębek pod kocem i spać do wiosny....








I tak w klimacie....



poniedziałek, 10 października 2016

A u mnie znowu czapki....

Jesień jak  wiadomo, przynosi trochę ciepła, trochę chłodu. Czapki trzeba mieć ;)












Komplecik z mięciutkiej włóczki Dolphin baby, wykończenia cupid freestale,szydeło 4, 5 i 6 mm. Zobaczymy jak się będzie sprawować bo tego materiału używałam dotąd tylko przy robieniu przytulanek.






Ażurowa, cieniutka, z kwiatkiem dla ozdoby. Miała już swój debiut, ale  wygląda na to, że już będzie czekała na wiosnę ;) Yarnart jeans, szydełko 4mm











Ładny fiolet, na fotkach troszkę rozwodniony. Włóczka jakaś resztkowa, szydełko 3i 4 mm







Ta już bardziej konkretna i bardzo mi się spodobała kolorystycznie. Everyday big- moja jak dotąd ulubiona włóczka na czapy :D I szydełko 3i 4 mm

sobota, 1 października 2016

Tęskniliście?

Zaglądam powolutku, odwiedzam was i melduję się na posterunku. Przez brak dostępu do swoich plików zupełnie straciłam zapał do blogowania. Szybkie wizyty na fb i instagramie zaczęły się bardziej wpasowywać w moje gusta i tryb życia. Nie wiem czy zniknę tu zupełnie, czy tylko chwilowo. Póki co jestem i choć babie lato jakoś w planach to jednak tutaj pająki nie potrzebne...chyba...






Robótkowo to się tak, chyba trochę obijałam ale coś się tam urodziło jednak 


 Yarn Art Jeans, szydełko 3 i 4mm




Dora, szydełko 4mm



Królisiak na zamówienie Dolphin Baby, szydełko 5mm




Wymęczyłam sweterek po pół roku. Z alize lanagold 800 i szydełko 3mm. Jak dla mnie troszkę ta włóczka jednak gryzie.






I troszkę wkładu w akcje dla dzieciaków.
Po resztę przygód zapraszam na wspomniane wcześniej portale. 
Pozdrawiam wszystkich, któzy jeszcze tu zaglądają ;)

czwartek, 4 sierpnia 2016

Komputerowa agonia

Stosunkowo nowy komp może człowieka przyprawić o stan apopleksyjny. No bo niby co mogłoby się stać? Tak więc wrzuca sobie taki człowiek radośnie zdjęcia rozinne, z wypraw, wycieczek, wakacji i wzory. Oczywiście wzory. Setki wzorów i pomysłów na kolejne prace. I co wtedy robi komp? No nic. To tylko ten postępny dysk sobie nie uźwignął i postanowił strzelić koncertowego focha. I zupełnie nie ma tu nic do rzeczy niedawna rozmowa z synem. ,,Mama, gdzie najlepiej przechowywać swoje filmy i zjęcia?" ,,W chmurze synu, w chmurze"....
Psia mać....

niedziela, 31 lipca 2016

Omnom

Małe, zielone, ciągle zżera słodycze. To by wyjaśniało dlaczego u nas na półce, gdzie miały być słodkości, jest ciągle tylko warstwa kurzu. Taki gad się zadomowił.










Całkiem spore toto wyszło. Prawie 20cm bez antenki. Użyta włóczka to himalaya everyday big i szydełko 5mm. Sklepik zaopatrujący to Pasmanteria Wydziergana . Wzór z którego korzystałam jest TUTAJ 

poniedziałek, 25 lipca 2016

Tęczowy kocyk

Jest wakacyjnie, pogodę daje się wykorzystać, atrakcje co krok, wiele spraw i czynności. A gdzieś obok, tam, są mamy, które jedyny raz przytulą swoje maleństwo. Mamy, którym pęka serce.Nie da się w takiej chwili zrobić niczego, co by to cierpienie złagodzić. Tylko inna mama, która przeżyła podobną traumę może to zrozumieć. Temat jest bardzo bliski mojemu sercu, mój Aniołek nie ma miejsca pochówku. Nie było to możliwe. I nie. Lata nie zmienią tej straty, zawsze już zostanie we mnie. Ale człowiek juz tak został skonstruowany, że uparcie szuka pocieszenia, ujścia tego żalu. U mnie możliwość wsparcia innych dzieciątek stała się tym wentylem. Nie wiem czy pomoże na długo. Ale na tą chwilę przynosi mi ulgę. Chciałabym, by taką samą ulgę ta niewielka pomoc przyniosła i innym rodzicom. Nie dziś, ale może za tydzień, rok.By mieli świadomość, że nie byli sami. I, że ich dzidziuś nie będzie owinięty w gazę, pieluchę czy skrawek prześcieradła...
To właśnie dla takich dzieciaczków, dla takich rodziców grupa ,,Tęczowy kocyk"   stworzyła pomoc. Jest nas już ponad 4tys. Szyjemy i dziergamy kocyki, rożki i czapeczki. W opracowaniu są też pamiątki dla rodziny.  Robimy to z różnych powodów. Przekaż tą informację dalej, być może ktoś również podzieli się swoim serduszkiem i przyłączy do wolontariuszy, być może ktoś będzie potrzebował takiej pomocy. Nigdy nie wiadomo co przyniesie los.
Do tej pory współpracujemy z Hospicjum Perinatalnym Gajusz, Fundacją Evangelium Vitae z Wrocławia, ze Szpitalem klinicznym ginekologiczno-położniczym w Poznaniu. Pomoc jest dla dla dzieci urodzonych z wadami letalnymi, takich które umierają już w łonie matki lub niedługo po urodzeniu, hiperwcześniaków ( urodzonych między 12 a 24 tygodniem ciąży).
Odemnie poleci kilka sztuk. Myślę nad kolejnymi. Czapeczki robi się bardzo trudno. Szydełko i moneta są specjalnie po to, by pokazać wielkość.















I tak na koniec, smutno trochę ale i takie tematy czasem mamy...

Jeszcze Cię nie utuliłam, do serca z radością, Jeszcze się nie podzieliłam z Tobą swą mądrością, Jeszcze Ci nie pokazałam siedmiobarwnej tęczy, Jeszcze noska nie wytarłam, kiedy katar męczy, Jeszcze Cię nie nakarmiłam śnieżnobiałym mlekiem, Jeszcze Cię nie nauczyłam być dobrym człowiekiem, Jeszcze Cię nie pogłaskałam po główce z czułością, Jeszcze Cię nie otoczyłam troską i ufnością, Jeszcze Ci nie zaśpiewałam na noc kołysanki, Jeszcze Ci nie malowałam na święta pisanki, Jeszcze Ci nie przekazałam jak szanować ludzi, Jeszcze z łóżka nie ściągałam, gdy zadzwonił budzik, Jeszcze Ciebie nie zabrałam, by zbierać kasztany, Jeszcze wiele nie zdążyłam Skarbie mój Kochany.....

sobota, 2 lipca 2016

Pławna

Wakacje ruszyły. Starszaki się rozjechały i w domu tylko maluchy. Przeżyłam lekki szok jak na obiad przyszło mi ugotować pięć ziemniaków zamiast wielkiego gara. Jakaś niekompletna się czuję. Ale jak się udało jeszcze Elfa sprzedać (dzięki dobrym duszom moim kochanym) to z Malizną wyskoczyłyśmy na mały wypad.
Zamek legend śląskich w Pławnej okazał się całkiem fajnym miejscem do spędzenia dnia i to jeszcze w fajnym towarzystwie.
Najwięcej strachu Malizna najadła się w teatrze lalek bo postacie były dość mroczne i niepokojące, do tego nagłośnienie takie, że czasem i ja miałam gęsią skórkę. Dużo radości dała karuzela napędzana siłą mięśni tatusiów. No  i taplanie się w glinie było frajdą, a także zawodowe przeszkolenie u kowala.
Mnie najbardziej zaskoczyłą arka- tak znienacka pojawiła za zakrętem, że aż mądrze westchnęłam ,,oooch"
Zabieram Was na wycieczkę