wtorek, 27 maja 2014

:)

Frywolitkowe sztyfty, które przeleżały kilka miesięcy. Nie pytać dlaczego- nie wiem  Co prawda nie frywolitka gra tu główną rolę, ale jest.


Malizna notorycznie wyrywa ozdobne elementy ze swoich spinek, lądują potem we włosach lalek lub zwyczajnie w koszu. No więc zaczęłam je recyklingować. Na początek tylko trzy bo muszę zobaczyć jak będzie je użytkować i czy odpowiednio je przymocowałam.


Powoli powstaje też inna praca, zwykle późnym wieczorem, a przyjemność jej wykonywania jest tym bardziej przyjemna, że zakwitł mój jaśminowiec- zapach po prostu obłędny!


5 komentarzy:

  1. Sztyfty frywolitkowe sliczne,niby frywolitka nie najwazniejsza w nich ale za to bez niej to nie byloby juz to samo;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mam cierpliwości do takich cudeniek - dlatego dodatkowo podziwiam za cierpliwość.
    Pozdrawiam

    Małgosia M
    Aby móc piękniej żyć...

    OdpowiedzUsuń
  3. Niezwykłe te spineczki :))

    OdpowiedzUsuń