Nic nowego bo dalej pruję i testuję. Póki co, wciąż czapkuję dzieciaki. Urzekła mnie nowa włóczka Himalaya Everyday Big- jest bardzo miła w dotyku i fajnie się nią pracuje. Mam jeszcze kilka pomysłów, ale muszę też kiedyś spać, a że nie mam czasu, żeby nie mieć czasu, więc... No nie mam pojęcia kiedy zostaną zrealizowane.
Pierwszy komplecik dla Średniej- czapka taka trochę ,,skarpetowa" na zamówienie. Niestety bez fotki na modelce bo jak wraca to już ciemno i foty nie bardzo wychodzą.
Kolejna to taka zwykła dla Młodego bo wiecznie czapy gubi
I trochę pokombinowana z pieskiem
Miała być bez nauszników ale Mały ją targał na główce i ściągał więc ostatecznie je dorobiłam. Tak na modelu leży
I na koniec jeszcze kapciochy dla księżniczki wiecznie bosej
Dziękuję, że jesteście. Zawsze z radością czytam Wasze przemiłe komentarze. Pozdrawiam Was serdecznie
piątek, 21 listopada 2014
wtorek, 4 listopada 2014
Poprawiona czapa
Wcześniej pokazywałam nieudaną próbę z czapką. Udało mi się zmienić projekt tak, że wygląda bardziej jak czapka, a nie przyłbica. Jest dobrze bo Maliźnie się spodobała. Do kompletu jeszcze dorobiłam otulaczyk i rękawiczki. Z tymi też miałam przeboje, ale są cieplutkie i wygodne. Mała chętnie je nosi bo poranki są już zimne.
Włóczka Dora i troszkę Elian Nicky, szydełko 3,5mm
Włóczka Dora i troszkę Elian Nicky, szydełko 3,5mm
czwartek, 30 października 2014
Buuu!
Najpierw Malizna przyjechała na dyni.
Wcześniej dostaliśmy trochę mniejszą i za nią wzięła się ona
Zawzięcie wycinała i tadam:
Do tej dużej podchodziłam troszkę nieufnie bo nie wiedziałam za bardzo jak się do niej dobrać. No ale po komisyjnym rozpatrzeniu, jakoś poszło
Cięłam, cięłam....
...i została zaakceptowana przez Inspektora
Przez chwilę niektórzy chcieli sobie głowy zamienić
Ale nie pasowało więc zrobiliśmy lampion. Spory lampion.
Zupa dyniowa już była, Pierworodna robi mufinki dyniowe. Szykujemy słodycze i stroje.
Jutro straszymy
No to Buuu!
wtorek, 21 października 2014
Urok trwa
Urok nie przespanych nocy oczywiście. Małemu spodobało się budzenie Mamy i już. Dzisiaj jeszcze się gorączka przyplątała więc mam siłkę- podrzucanie 10 kg może zrobić dobrze moim bicepsom.
Trzeba jednak pokazać, że w tym szaleństwie coś powstaje, choć mozolnie.
Zima się zbliża, tfu, tfu... Istnieje możliwość nadejścia zimy więc postanowiłam poznać tajniki tworzenia czapeczek. O ludzie ile ja się naprułam! Powstał kapelusik dla mojej damy.
Nie chciało się zrobić jak chciałam- a to za mały, a to za ciasny, a ja jeszcze nie bardzo wiem gdzie sobie mogę wzór modyfikować więc cierpliwie próbowałam ku uciesze młodzieży. Teraz jak chcą się pośmiać to pytają ,,mamo, a zrobisz mi czapkę?" Takie te moje Szarańczaki dowcipne.
Jak widać na fotce, kapelutek jeszcze za duży, ale coś załapałam jak to technicznie wygląda. Robiłam Bravo Color, szydełkiem 3mm.
Dalej zamówienie dla Malizny, kolejna czapeczka. Trzymałam się sztywno wytycznych i pomimo, że gdzieś wyczytałam, że czapka robiona półsłupkami wychodzi dość sztywna to ja jak ten osiołek musiałam się zaprzeć. A, że ja do tego również dość ścisło szydełkuję to wyszła mi....hmm...Przyłbica? Normalnie nie da się nosić bo Mała wygląda jak ubogi giermek
Normalnie idzie do prucia, a ja próbuję inaczej. nie poddam się tak łatwo, o nie.
Jakby kto potrzebował przyłbicy to ja chętnie wydziergam
Trzeba jednak pokazać, że w tym szaleństwie coś powstaje, choć mozolnie.
Zima się zbliża, tfu, tfu... Istnieje możliwość nadejścia zimy więc postanowiłam poznać tajniki tworzenia czapeczek. O ludzie ile ja się naprułam! Powstał kapelusik dla mojej damy.
Nie chciało się zrobić jak chciałam- a to za mały, a to za ciasny, a ja jeszcze nie bardzo wiem gdzie sobie mogę wzór modyfikować więc cierpliwie próbowałam ku uciesze młodzieży. Teraz jak chcą się pośmiać to pytają ,,mamo, a zrobisz mi czapkę?" Takie te moje Szarańczaki dowcipne.
Jak widać na fotce, kapelutek jeszcze za duży, ale coś załapałam jak to technicznie wygląda. Robiłam Bravo Color, szydełkiem 3mm.
Dalej zamówienie dla Malizny, kolejna czapeczka. Trzymałam się sztywno wytycznych i pomimo, że gdzieś wyczytałam, że czapka robiona półsłupkami wychodzi dość sztywna to ja jak ten osiołek musiałam się zaprzeć. A, że ja do tego również dość ścisło szydełkuję to wyszła mi....hmm...Przyłbica? Normalnie nie da się nosić bo Mała wygląda jak ubogi giermek
Normalnie idzie do prucia, a ja próbuję inaczej. nie poddam się tak łatwo, o nie.
Jakby kto potrzebował przyłbicy to ja chętnie wydziergam
czwartek, 9 października 2014
W sklepiku Middia przy okazji innych niteczkowych zakupów, skusiłam się na taki sznureczek. Jest to C-Lon Fine 0,4mm w kolorze beżu.
Fotka pochodzi ze strony sklepu, który swoją drogą bardzo lubię, choć nie robię tam zakupów tak często jak bym chciała
Jako, że czas już na wiązanie śnieżynek, chciałam wypróbować ów produkt. Pod względem wytrzymałości jestem bardzo zadowolona- wiadomo, że ścisk w łapkach mam to i nici lekko zrywam. A tu miłe zaskoczenie, bo sznureczek jest mega wytrzymały. Poza tym fajnie się wiąże, jest śliski ale nie na tyle, żeby nam jakoś szczególnie uciekał. Bardzo tez podoba mi się kolor który wybrałam. Szybko przybywa pracy bo jest dość gruby, więc na pewno nadaje się na ozdoby, ewentualnie na bransoletki. Jak na biżuterię dla mnie byłby zbyt gruby, mięsisty, Ale oczywiście to rzecz gustu. Jedynym minusem był dla mnie problem ze ściąganiem kółeczek- było to dla mnie bardzo trudne
Na zdjęciu dobrze widać te niedociągnięcia.
Mimo wszystko jednak, polecam sznureczek, który można wykorzystać również do makramy. W sklepiku dostępna jest już spora gama kolorystyczna jak i rozmiarówka.
Co tam jeszcze u mnie na tapecie? Kilka pomysłów i wciąż uciążliwy brak czasu. Chwilowo wykończyły się śnieżynki. Gdyby ktoś chętny to zapraszam
Fotka pochodzi ze strony sklepu, który swoją drogą bardzo lubię, choć nie robię tam zakupów tak często jak bym chciała
Jako, że czas już na wiązanie śnieżynek, chciałam wypróbować ów produkt. Pod względem wytrzymałości jestem bardzo zadowolona- wiadomo, że ścisk w łapkach mam to i nici lekko zrywam. A tu miłe zaskoczenie, bo sznureczek jest mega wytrzymały. Poza tym fajnie się wiąże, jest śliski ale nie na tyle, żeby nam jakoś szczególnie uciekał. Bardzo tez podoba mi się kolor który wybrałam. Szybko przybywa pracy bo jest dość gruby, więc na pewno nadaje się na ozdoby, ewentualnie na bransoletki. Jak na biżuterię dla mnie byłby zbyt gruby, mięsisty, Ale oczywiście to rzecz gustu. Jedynym minusem był dla mnie problem ze ściąganiem kółeczek- było to dla mnie bardzo trudne
Na zdjęciu dobrze widać te niedociągnięcia.
Mimo wszystko jednak, polecam sznureczek, który można wykorzystać również do makramy. W sklepiku dostępna jest już spora gama kolorystyczna jak i rozmiarówka.
Co tam jeszcze u mnie na tapecie? Kilka pomysłów i wciąż uciążliwy brak czasu. Chwilowo wykończyły się śnieżynki. Gdyby ktoś chętny to zapraszam
środa, 1 października 2014
Tradycyjnie wcięło mi cały wrzesień, ale jestem. Powoli mam nadzieję na częstsze bywanie w wirtualnym świecie, chociaż sami wiecie jak trudno czasem go połączyć z tym rzeczywistym. Publikując ostatni post było jeszcze lato. Teraz mamy już jesień, na szczęście taką jak lubię- ciepłą, kolorową, mglistą. Oby jak najpóźniej przybrała deszczową, ponurą szatę.
Nieliczne wieczory kiedy nie leciałam na pysk wypełniały mi robótki. Nie ma ich wiele, choć pomysłów tyle, że życia chyba braknie. Póki co kolejny muszelkowy twór. Jeszcze jeden muszę zrobić w bieli bo już wspominałam, ze moje dziewuchy bardzo zainteresowane grzejoszyjami
No i jak już jesień to i śnieżynki trzeba robić. Widzę, że u koleżanek już od dawna ozdoby świąteczne. U mnie dopiero kupka nieszczęścia czeka na ostatnie szlify
Tymczasem pozdrawiam i zmykam na wieczorną, ciepłą herbatkę
Buziaki
Nieliczne wieczory kiedy nie leciałam na pysk wypełniały mi robótki. Nie ma ich wiele, choć pomysłów tyle, że życia chyba braknie. Póki co kolejny muszelkowy twór. Jeszcze jeden muszę zrobić w bieli bo już wspominałam, ze moje dziewuchy bardzo zainteresowane grzejoszyjami
No i jak już jesień to i śnieżynki trzeba robić. Widzę, że u koleżanek już od dawna ozdoby świąteczne. U mnie dopiero kupka nieszczęścia czeka na ostatnie szlify
Tymczasem pozdrawiam i zmykam na wieczorną, ciepłą herbatkę
Buziaki
piątek, 29 sierpnia 2014
Kołnierzyk frywolitkowy
Kołnierzyk w czerni wykonany na podstawie wzoru Renulka.
Bardzo ładnie się układa, jest z troszkę grubszej nici, więc dość ,,mięsisty".
Bardzo ładnie się układa, jest z troszkę grubszej nici, więc dość ,,mięsisty".
środa, 20 sierpnia 2014
Wyhodowałam jajo
Wiatr pizga, że wytrzymać się nie da. Z moją głową zawsze przy takiej aurze dzieje się coś nie dobrego. Nie dość, że durna boli to jeszcze pomysły do niej dziwne przychodzą. No taka przypadłość niewdzięczna. W ogóle wydaje mi się, że nawet maluchy jakieś poirytowane i wkurzone. No nic nie pasuje. Nawet to co na chwilę pasuje, to tylko na chwilę. Zwariować przez duże Z normalnie. Miałam zasiąść przy czółenkach, od rana aż supełek zawiązałam
.
No ale jak się już nic nie robi po mojemu to proszę :
No ale jak się już nic nie robi po mojemu to proszę :
Otóż z tej pizgawy to sobie jajo wyhodowałam, a co!
Malizna sobie krążyła wokół tematu zlodowaceń, temperatur, lodu i tego czego Matka nie cierpi najbardziej. Zimy, proszę państwa, zimy! No i żeby jakoś dziecięciu temat przybliżyć, unaocznić, przedstawić, nalała trochę wody do balonika i na noc wrzuciła do zamrażary.
No jakbym wiedziała, że dziś będziemy potrzebować jakiś atrakcji, zastępujących ogrodowe szaleństwa. Więc rozebraliśmy lód z balonika- fajnie się to robiło, a jeszcze fajniej było zobaczyć strukturę lodu- taka delikatna, gładka powierzchnia ale oberwać to bym tym nie chciała :P
No i się zaczęło- mały wykład, a potem cuda panie! Polewanie barwnikami, nasłuchiwanie jak strzela przy pękaniu. Zbieranie topniejącej warstwy, oglądanie uwięzionych pęcherzyków, sprawdzanie masy... No co tu dużo gadać- dziecko miałam z bani na dłuższy czas.
Do zabawy potrzebujemy właściwie tylko balonik, wszystko inne się znajdzie. Rękawiczki też nie są konieczne, na zdjęciach są prezentowane tylko dlatego, że mała uznała, że naukowcy takowe mają i bez tego obserwacje mogą być niepełne. Gwarantowana zabawa przez dłuższy czas- rozmrażanie takiej kuli trochę trwa i co jakiś czas widać coś ciekawego.
A każdy kto się spodziewał zastać tu jajo dinozaura, bądź magiczną kulę- wybaczcie, aż tak mnie jeszcze łeb nie boli, może przy następnej wichurze....
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Czytanie schematów frywolitkowych
Co jakiś czas dostaję maila z pytaniem o odczytywanie schematów. Postaram się pokazać, że nie jest to trudne, a z czasem wystarczy jedno spojrzenie by wiedzieć o co chodzi. Zapis graficzny pokazuje nam kółeczka, łuczki, pikotki bądź inne figury stosowane we frywolitce, oraz miejsca łączenia tych elementów. Cyframi zaznacza się ilość słupków jakie będziemy musieli wykonać na danym odcinku.
Tutaj mamy prosty przykład na połączenie samych kółeczek. Ze względu na to, że wszystkie elementy są takie same, ilość słupków jet rozpisana tylko na środkowym. Dzięki temu przy dużych wzorach, zapis jest bardziej czytelny. W kolejności należy wykonać kółeczko po lewej- robimy 4 słupki, 1 mały pikotek, 4 słupki, 1 duży pikotek, 1słupek, 1 duży pikotek, 1 słupek, 1 duży pikotek, 4 słupki, 1 mały pikotek.
Następny element wykonujemy analogicznie, z tą różnicą, że pierwszym małym pikotkiem, łączymy się z pierwszym elementem.
Pikotki mają różną długość w zależności od funkcji jaką pełnią oraz efektu jaki chcemy uzyskać. Króciutkie pikotki wykonujemy tam, gdzie służą nam do łączenia z innymi elementami. Ozdobne są dłuższe. Tutaj pikotki na wierzchołku opisałam jako 3 długie, ale można zrobić dwa boczne odrobinę krótsze, dzięki czemu efekt będzie już odrobinę inny.
Tutaj mamy wycinek z większego wzoru, żeby pokazać troszkę inne przedstawienie pikotek. Do tego dochodzą łuczki. Większość wzorów wymaga odwrócenia pracy po wykonaniu kółeczka, a przed rozpoczęciem łuczka, należy o tym pamiętać.
Czasem trafiamy na wzory tzw. opisowe. Oznaczenia są dość proste: O-oczko, Ł- łuczek, s- słupek, p- pikotek, dp- długi pikotek. Przy takich wzorach zazwyczaj mamy legendę, więc nie należy się ich bać. Opis pierwszego kółeczka (oczka) w powyższym wzorze wyglądałby tak: O1: 5s, p, 5s, p, 5s, p, 5s
I podobnie łuczek: Ł1: 5s, p, 5s, p, 5s, p, 5s, p, 5s, p, 5s, p
Czasem podaje się również kolejność wykonywania elementów, kierunek obiegu, miejsce rozpoczęcia pracy itp.
No dobrze. Jeśli mamy opis w naszym języku, sprawa jest prosta. Co natomiast zrobić, gdy natkniemy się na wzór w j. angielskim?
Mechanizm odczytywania jest dokładnie taki sam jak w naszym języku, należy jednak zapoznać się z angielskim nazewnictwem. Poniżej podaję kilka najczęściej używanych zwrotów :
Tutaj mamy prosty przykład na połączenie samych kółeczek. Ze względu na to, że wszystkie elementy są takie same, ilość słupków jet rozpisana tylko na środkowym. Dzięki temu przy dużych wzorach, zapis jest bardziej czytelny. W kolejności należy wykonać kółeczko po lewej- robimy 4 słupki, 1 mały pikotek, 4 słupki, 1 duży pikotek, 1słupek, 1 duży pikotek, 1 słupek, 1 duży pikotek, 4 słupki, 1 mały pikotek.
Następny element wykonujemy analogicznie, z tą różnicą, że pierwszym małym pikotkiem, łączymy się z pierwszym elementem.
Pikotki mają różną długość w zależności od funkcji jaką pełnią oraz efektu jaki chcemy uzyskać. Króciutkie pikotki wykonujemy tam, gdzie służą nam do łączenia z innymi elementami. Ozdobne są dłuższe. Tutaj pikotki na wierzchołku opisałam jako 3 długie, ale można zrobić dwa boczne odrobinę krótsze, dzięki czemu efekt będzie już odrobinę inny.
Tutaj mamy wycinek z większego wzoru, żeby pokazać troszkę inne przedstawienie pikotek. Do tego dochodzą łuczki. Większość wzorów wymaga odwrócenia pracy po wykonaniu kółeczka, a przed rozpoczęciem łuczka, należy o tym pamiętać.
Czasem trafiamy na wzory tzw. opisowe. Oznaczenia są dość proste: O-oczko, Ł- łuczek, s- słupek, p- pikotek, dp- długi pikotek. Przy takich wzorach zazwyczaj mamy legendę, więc nie należy się ich bać. Opis pierwszego kółeczka (oczka) w powyższym wzorze wyglądałby tak: O1: 5s, p, 5s, p, 5s, p, 5s
I podobnie łuczek: Ł1: 5s, p, 5s, p, 5s, p, 5s, p, 5s, p, 5s, p
Czasem podaje się również kolejność wykonywania elementów, kierunek obiegu, miejsce rozpoczęcia pracy itp.
No dobrze. Jeśli mamy opis w naszym języku, sprawa jest prosta. Co natomiast zrobić, gdy natkniemy się na wzór w j. angielskim?
Mechanizm odczytywania jest dokładnie taki sam jak w naszym języku, należy jednak zapoznać się z angielskim nazewnictwem. Poniżej podaję kilka najczęściej używanych zwrotów :
Angielski
Polski
R Ring Kółko K
CH Chain Łańcuszek Ł
ClR Close Ring Zamknąć Kółko ZK
RW Reverse Odwrócić O
R Ring Kółko K
CH Chain Łańcuszek Ł
ClR Close Ring Zamknąć Kółko ZK
RW Reverse Odwrócić O
DNT Do Not
Reverse Nie odwracać
NO
Lg P Long Picot
Długi Pikotek DP
Lg R Large Ring Duże Kółko DK
P Picot Pikotek P
Sm P Small Picot Mały Pikotek MP
Sm R Small Ring Małe Kółko MK
DS Double Stitch Słupek S
JR Josphine Józefinka (półsłupek) J
Lg R Large Ring Duże Kółko DK
P Picot Pikotek P
Sm P Small Picot Mały Pikotek MP
Sm R Small Ring Małe Kółko MK
DS Double Stitch Słupek S
JR Josphine Józefinka (półsłupek) J
czwartek, 14 sierpnia 2014
Spostrzeżenia Mamy z boku
Zdarzyło mi się przysiąść w parku. O już widzę te pełne satysfakcji spojrzenia ,,ciągle marudzi, że nie ma czasu, a w parku siedzi". No więc przyznaję, siedziałam. I nawet książkę czytałam. Taka rozpusta. Ale post nie o tym jak czas marnowałam, ale co w owym czasie zauważyłam.
W parku jak wiadomo są dzieci- jest ciepło, każdy chce się dotlenić, wyhasać, naładować witaminą D. I ja to rozumiem, a że lubię widok dzieci to sobie znad tej książki zerkam. Chłopczyk coś koło trzech latek może, biega dookoła mamy. Mama stoi przy wózku i z wściekłą zawziętością operuje na swoim iphonie, smartfonie, czy jak to się tam teraz nazywa. Nie znam się. No więc chłopiec biega i radośnie pokrzykuje, zupełnie nieszkodliwie, ot tak fajnie jak to tylko dzieci potrafią. Nie tylko mnie to nie przeszkadzało bo na pobliskich ławeczkach siedziała i zakochana para młodociana i staruszka mrużąca oczy na słońcu i jakoś nikt się nie obruszył na jego zachowanie. Ale mama co chwilę rzucała ,, nie wrzeszcz". Oczywiście odrywała się od urządzenie na ułamek sekundy zaledwie. Chłopczyk zataczał coraz szersze kręgi aż w końcu podbiegł do przysiadających gołębi. On podbiegał one odfruwały i tak się bawili przez chwilę. Oczywiście chłopczyk śmiał się radośnie. I nagle w mamę jakby coś wstąpiło. Powiem szczerze, że chyba mocno otworzyłam buzię widząc tą scenkę. Przez chwilę zastanawiałam się czy nie jestem świadkiem opętania jakiegoś. Odłożyła telefon do torby, szarpnęła wózkiem, złapała dzieciaka za rękę, cedząc przez zęby ,,mówiłam nie wrzeszcz" wsadziła protestującego do wózka i dosłownie pognała. Zniknęła, a ja dalej się gapiłam i myślałam co właśnie zobaczyłam.
Po kilku stronach przeczytanej książki przed moją osobą zaczęła spacerować starsza pani z chłopcem. Myślę, że mógł być odrobinę starszy ode tego pierwszego. Pomyślałam - jak miło babcia z wnuczkiem, oboje uśmiechnięci, jest nadzieja! Mały dużo pytał, ona mu odpowiadała, oboje uśmiechnięci i zadowoleni. Zniknęli mi na chwilę ale zaraz pojawili się znowu. On z lodem w małej, słodkiej łapce. Usiedli jedną ławkę dalej wobec czego doskonale słyszałam ich rozmowę. Tylko, że to przestała być rozmowa. Mały płakał i próbował coś powiedzieć ale babcia nie przestawała gderać ,,no masz już tego loda- jedz bo ci po ręce cieknie- nie wiem czego buczysz- smarki ci ciekną- zaraz będziesz brudny- no jesz czy nie- o, zobacz już masz bluzkę brudną- nie widzisz, że ci cieknie"....robiło mi się coraz bardziej smutno, ale po chwili zaskoczenie niemalże wbiło mnie w ławkę. ,,No jedz, jak nie chcesz to daj, NIANIA ZJE". No, myślę sobie, fajna nianiu jesteś.
A potem przyszła pani w średnim wieku. Sympatyczna i zadbana. Pchała wózek z bliźniętami. I znowu się uśmiechnęłam bo jakoś widok bliźniąt zawsze wywołuje u mnie uśmiech. Nie wypuściła ich z wózka. Częstowała za to ciasteczkami i sokiem. Stanęli przy fontannach, maluchy paplały, pani im odpowiadała wesoło. Dzieci zaczynały się nudzić i wiercić ale doskonale rozumiałam dlaczego nie zostały wypuszczone. Podejrzewam, że sama miałabym problem upilnować takie dwa żwawe bączki, a poza tym były w takim wieku, że chyba jeszcze chętniej poruszały się na czworaka niż w pozycji wyprostowanej. I w pewnym momencie pani machnęła nogą w stronę gołębia. Dzieci zaśmiały się radośnie. Pani pogoniła kolejne nadlatujące gołębie, dzieci zaśmiały się jeszcze głośniej. Pani wyjęła bułeczkę i podzieliła tak, aby małe rączki mogły ją kruszyć dla ptaków, a sama w tym czasie zaczęła radośnie pląsać wśród nich tak, by ptaki odfruwały i wracały. Upociła się i umęczyła ogromnie w tym skwarze, ale radość jaką czerpała z uciechy dzieciaków widać było na jej twarzy. I ja również poczułam radość.
Po powrocie do domu wypuściłam młodszych w ogród, niech się uświnią, wytarzają i zmęczą. Niech leżą i patrzą na chmury, niech robią błotne babki i jedzą jabłka prosto z drzewa, niech sobie pokrzyczą, niech poczują wiatr we włosach....No tak, tylko nie wiem czy w parku bym im na to pozwoliła...
W parku jak wiadomo są dzieci- jest ciepło, każdy chce się dotlenić, wyhasać, naładować witaminą D. I ja to rozumiem, a że lubię widok dzieci to sobie znad tej książki zerkam. Chłopczyk coś koło trzech latek może, biega dookoła mamy. Mama stoi przy wózku i z wściekłą zawziętością operuje na swoim iphonie, smartfonie, czy jak to się tam teraz nazywa. Nie znam się. No więc chłopiec biega i radośnie pokrzykuje, zupełnie nieszkodliwie, ot tak fajnie jak to tylko dzieci potrafią. Nie tylko mnie to nie przeszkadzało bo na pobliskich ławeczkach siedziała i zakochana para młodociana i staruszka mrużąca oczy na słońcu i jakoś nikt się nie obruszył na jego zachowanie. Ale mama co chwilę rzucała ,, nie wrzeszcz". Oczywiście odrywała się od urządzenie na ułamek sekundy zaledwie. Chłopczyk zataczał coraz szersze kręgi aż w końcu podbiegł do przysiadających gołębi. On podbiegał one odfruwały i tak się bawili przez chwilę. Oczywiście chłopczyk śmiał się radośnie. I nagle w mamę jakby coś wstąpiło. Powiem szczerze, że chyba mocno otworzyłam buzię widząc tą scenkę. Przez chwilę zastanawiałam się czy nie jestem świadkiem opętania jakiegoś. Odłożyła telefon do torby, szarpnęła wózkiem, złapała dzieciaka za rękę, cedząc przez zęby ,,mówiłam nie wrzeszcz" wsadziła protestującego do wózka i dosłownie pognała. Zniknęła, a ja dalej się gapiłam i myślałam co właśnie zobaczyłam.
Po kilku stronach przeczytanej książki przed moją osobą zaczęła spacerować starsza pani z chłopcem. Myślę, że mógł być odrobinę starszy ode tego pierwszego. Pomyślałam - jak miło babcia z wnuczkiem, oboje uśmiechnięci, jest nadzieja! Mały dużo pytał, ona mu odpowiadała, oboje uśmiechnięci i zadowoleni. Zniknęli mi na chwilę ale zaraz pojawili się znowu. On z lodem w małej, słodkiej łapce. Usiedli jedną ławkę dalej wobec czego doskonale słyszałam ich rozmowę. Tylko, że to przestała być rozmowa. Mały płakał i próbował coś powiedzieć ale babcia nie przestawała gderać ,,no masz już tego loda- jedz bo ci po ręce cieknie- nie wiem czego buczysz- smarki ci ciekną- zaraz będziesz brudny- no jesz czy nie- o, zobacz już masz bluzkę brudną- nie widzisz, że ci cieknie"....robiło mi się coraz bardziej smutno, ale po chwili zaskoczenie niemalże wbiło mnie w ławkę. ,,No jedz, jak nie chcesz to daj, NIANIA ZJE". No, myślę sobie, fajna nianiu jesteś.
A potem przyszła pani w średnim wieku. Sympatyczna i zadbana. Pchała wózek z bliźniętami. I znowu się uśmiechnęłam bo jakoś widok bliźniąt zawsze wywołuje u mnie uśmiech. Nie wypuściła ich z wózka. Częstowała za to ciasteczkami i sokiem. Stanęli przy fontannach, maluchy paplały, pani im odpowiadała wesoło. Dzieci zaczynały się nudzić i wiercić ale doskonale rozumiałam dlaczego nie zostały wypuszczone. Podejrzewam, że sama miałabym problem upilnować takie dwa żwawe bączki, a poza tym były w takim wieku, że chyba jeszcze chętniej poruszały się na czworaka niż w pozycji wyprostowanej. I w pewnym momencie pani machnęła nogą w stronę gołębia. Dzieci zaśmiały się radośnie. Pani pogoniła kolejne nadlatujące gołębie, dzieci zaśmiały się jeszcze głośniej. Pani wyjęła bułeczkę i podzieliła tak, aby małe rączki mogły ją kruszyć dla ptaków, a sama w tym czasie zaczęła radośnie pląsać wśród nich tak, by ptaki odfruwały i wracały. Upociła się i umęczyła ogromnie w tym skwarze, ale radość jaką czerpała z uciechy dzieciaków widać było na jej twarzy. I ja również poczułam radość.
Po powrocie do domu wypuściłam młodszych w ogród, niech się uświnią, wytarzają i zmęczą. Niech leżą i patrzą na chmury, niech robią błotne babki i jedzą jabłka prosto z drzewa, niech sobie pokrzyczą, niech poczują wiatr we włosach....No tak, tylko nie wiem czy w parku bym im na to pozwoliła...
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Post o śnie zimowym
Co robią misie? Misie zbierają zapasy przed snem zimowym. Jako, że misiem nie jestem, do zimy szykuje się trochę inaczej. Że za wcześnie, powiecie? Eeee, nie sądzę. Ani się obejrzę jak trzeba będzie przygotowywać się do świąt, a do tego czasu trzeba się zaopatrzyć przecież w czapusie, szaliczki, śnieżynki, bombeczki, także tradycyjnie- i tak mnóstwo zaplanowanych robótek zostanie na przyszły rok. Już wiem, że tak będzie. Lata praktyk, nie ma się co stawiać, że w tym roku to już na pewno zdążę.
Choć nie przeszkadza mi to aby ambitnie próbować
No to się chwalę pierwszym, dużym szalem. No i jest fajny, gruby, cieplusi. I nawet mam zamówienie na dwa kolejne, tyle, że otulacze. Szkoda, że na dziergadełka mam ostatnio tylko wieczory i noce. Nic, cieszę się chociaż tym bo i ten czas może się skrócić.
I należy jeszcze podziękować 444craft z bloga ,,szydełkowe prace". Bez tych cennych wskazówek, raczej bym sobie nie poradziła.
Choć nie przeszkadza mi to aby ambitnie próbować
No to się chwalę pierwszym, dużym szalem. No i jest fajny, gruby, cieplusi. I nawet mam zamówienie na dwa kolejne, tyle, że otulacze. Szkoda, że na dziergadełka mam ostatnio tylko wieczory i noce. Nic, cieszę się chociaż tym bo i ten czas może się skrócić.
I należy jeszcze podziękować 444craft z bloga ,,szydełkowe prace". Bez tych cennych wskazówek, raczej bym sobie nie poradziła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






