Nadrobiłam w końcu zaległość, a mianowicie obejrzałam ,,Bogowie", na który czaiłam się od czasu jak tylko zobaczyłam trailer. Troszkę się obawiałam, ale ja zazwyczaj podchodze do filmów sceptycznie od czasu jak się przejechałam na kilku produkcjach, które miały mnie wbić w fotel, a ostatecznie sponiewierały mnie po dywanie. No więc wolę się dać miło zaskoczyć niż przez cały film zastanawiać się czy szmirę wyłączyć. A że ja z tych, którzy zawzięcie próbują wycisnąć seans jak cytrynę, zazwyczaj brnę do końca z nadzieją głupiego, że może chociaż puenta mnie zaskoczy. Jak już naprawdę muszę zrezygnować z danego filmu to jest to już kompletna kinowa porażka, której nijak się nie da obronić.
Ale do rzeczy wracając. Oczywiście Kot wypada w roli świetnie. Patrząc na niego miałam wrażenie, że widzę gesty, mimikę i nawet zmarszczki na czole Religi. Dla mnie zagrane autentycznie, bez uczucia, że to bardziej parodia niż granie. Chociaż, chociaż... Było kilka momentów kiedy miało się wrażenie, jakby Kot na siłę chciał pokazać ruch całego ciała, który nie był dla niego samego zbyt naturalny. Wiemy, że profesor miał dość charakterystyczną posturę i, że tak powiem ,,zgarbienie". I w filmie było kilka momentów, gdzie Kot wyglądał bardziej jak Quasimodo niż Religa. Ale to wszystko było tak sympatyczne, tak pełne zaangażowania, że wywołało u mnie bardziej uśmiech niż zniesmaczenie. Poza tym małym szczegółem, reszta była perfekcyjna- dobroć i zrozumienie, mądrość i upór, współczucie dla innych, a także szalone poczucie chumoru- jak w scenie z ratowania pacjenta pod szpitalem, gdzie ratownik (wtedy to raczej pielęgniarz był ;) )pozwala Relidze na rozcięcie klatki piersiowej, a dopiero potem pyta ,,a kim pan jest?". Na co ubawiony Religa ,,a tak sobie przechodziłem". Genialne!
Scenariusz przewidział wszystkie elementy, o których większość Polaków wie- o tym co zrobił docent, jak ciężko mu było dojść do celu, jak wyglądała władza, kontakty, jak on sam traktował pacjentów i współpracowników. Ta część była dla mnie znajoma, choć w ogóle nie nużąca. Tego powiedzieć nie mogę. Co mnie natomiast mocno zainteresowało? Sam fakt budowy kliniki. Nie wiedziałam, że to było tak karkołomne przedsięwzięcie. Właściwie to przypominało bardziej amerykański wątek o samozaparciu grupki ludzi pod świetnym przewodnictwem niż osadzony w tamtych realiach, reczywisty fakt.
Film pokazał też sporo historii naszego kraju. Sporo elementów obudziło moje wspomnienia tamtych czasów. Paradoks rozmów z ,,władzą", wyposażenie szpitali jeszcze powojenne, na które człowiek patrzył i niemalże czuł zapach tego miejsca. Niezłej zabawy dostarczyła mi też szalona jazda doktora.... dużym fiatem! Ech, wtedy to dopiero był eksklusiv! No i karetki Nysy... No wzruszałam się momentami.
No i papierosy! Ja wiem, że wtedy palili wszyscy i wszędzie, ale to mnie przeraziło. W każdej scenie był papieros. Jakby można było reklamować ten nałóg w tv to na tym filmie ktoś mógł sobie zrobić mega reklamę. Poniższa scena mówi wszystko
Podsumowując- polecam. Polecam tym, którzy mają pojęcie o czym tam mowa, ale także i temu pokoleniu, które nie zdaje sobie sprawy z tego, że przeszczep serca to nie oczywistość. To zupełnie nowa metoda ratowania ludkiego życia, która w naszym kraju ma nazwisko swego twórcy.
środa, 25 lutego 2015
wtorek, 17 lutego 2015
piątek, 30 stycznia 2015
Koszyk i małe świętowanie
Pisałam ostatnio jak to wieczorami powstaje coś nowego. No i powstało- 7 sznurków poliestrowych, każdy po 50 metrów, szydełko 6mm i półsłupków.... no trochę
i tadam! Uparłam się i mam!
Pierwotnie założyłam, że pochowam do niego włóczki...Ale od razu widać kto rządzi w domu
Pfff, włóczki. Od razu było wiadomo, że jest idealny do upchania w nim klocków, prawda?
Sznurek jest fajny, dość sztywny, jednak w pewnym momencie koszyczek nie układa się już tak dobrze, jakbym chciała. Ale tutaj dokonałam wyboru- albo idealne trzymanie formy, albo pakowność, a zależało mi raczej na tym drugim. Problem stanowiło dla mnie również łączenie końcówek, ale jakoś metodą kombinowaną poszło. Trochę śmiesznie było z tak grubego sznurka przestawić się na kordonek i szydełko 0,75, szaleństwo miałam w oczach jak mi robótka ciągle na podłodze lądowała...
Mieliśmy też małe- duże święto. Nasz Elfik jest już sporym kawalerem, aż nie chce się wierzyć, że to już....
A dzisiaj żeby pokazać jaki już jest duży udało mu się wylać poranną kawę mamusi. Ciężki dzień dziś będzie....
Pierwotnie założyłam, że pochowam do niego włóczki...Ale od razu widać kto rządzi w domu
Pfff, włóczki. Od razu było wiadomo, że jest idealny do upchania w nim klocków, prawda?
Sznurek jest fajny, dość sztywny, jednak w pewnym momencie koszyczek nie układa się już tak dobrze, jakbym chciała. Ale tutaj dokonałam wyboru- albo idealne trzymanie formy, albo pakowność, a zależało mi raczej na tym drugim. Problem stanowiło dla mnie również łączenie końcówek, ale jakoś metodą kombinowaną poszło. Trochę śmiesznie było z tak grubego sznurka przestawić się na kordonek i szydełko 0,75, szaleństwo miałam w oczach jak mi robótka ciągle na podłodze lądowała...
Mieliśmy też małe- duże święto. Nasz Elfik jest już sporym kawalerem, aż nie chce się wierzyć, że to już....
sobota, 24 stycznia 2015
Zimowe biadolenie
Męczę się, normalnie się już męczę. Ani to ciepło, ani to zimno. Spadł śnieg, a pod nim wstrętna breja. Śnieżki nie ulepisz, Malizna orzełka chciała zrobić to bryznęła plerami w bajoro, sprytnie śniegiem przykryte....
Staram się cieszyć każdą porą roku, ale litości, takiego wariactwa to ja za swojego żywota jeszcze nie widziałam. No ale ja dopiero pierwszą setkę ciągnę, może przy drugiej mniej rzeczy dziwić mnie będzie. Setka- miałam na myśli wiek, nie wódę, jakby ktoś miał wątpliwości.
Chociaż tak sobie myślę, że to zdanie również i do wódeczki może pasować....
O czym by tu Wam dzisiaj... O balu bedzie. I koronie. Właściwie głównie o koronie. Otóż Malizna szykowała się na bal karawałowy. Już po Nowym Roku planowała stroje. I tak wiedziałam, że stanie na różowym i pewnie księżniczkowym. Ale przecież musiała być faza elfa i wróżki i kombinowanie z koronkami, tasiemkami... A na koniec co? Różowa księżniczka! No więc i korona musiała być. I była taka lekko się wyróżniająca w tłumie innych księżniczek z koronami plastikowymi, cekinowymi i bardzo błyszczącymi.
A schemacik znalazłam u Woalki. Bardzo ładnie się prezentuje.
Na razie tyle. Idę dopić kawę i zebrać się do kupy. Wzywajcie wiosnę kochani!
Staram się cieszyć każdą porą roku, ale litości, takiego wariactwa to ja za swojego żywota jeszcze nie widziałam. No ale ja dopiero pierwszą setkę ciągnę, może przy drugiej mniej rzeczy dziwić mnie będzie. Setka- miałam na myśli wiek, nie wódę, jakby ktoś miał wątpliwości.
Chociaż tak sobie myślę, że to zdanie również i do wódeczki może pasować....
O czym by tu Wam dzisiaj... O balu bedzie. I koronie. Właściwie głównie o koronie. Otóż Malizna szykowała się na bal karawałowy. Już po Nowym Roku planowała stroje. I tak wiedziałam, że stanie na różowym i pewnie księżniczkowym. Ale przecież musiała być faza elfa i wróżki i kombinowanie z koronkami, tasiemkami... A na koniec co? Różowa księżniczka! No więc i korona musiała być. I była taka lekko się wyróżniająca w tłumie innych księżniczek z koronami plastikowymi, cekinowymi i bardzo błyszczącymi.
A schemacik znalazłam u Woalki. Bardzo ładnie się prezentuje.
Na razie tyle. Idę dopić kawę i zebrać się do kupy. Wzywajcie wiosnę kochani!
niedziela, 18 stycznia 2015
Spadek formy
Ostatnio trochę mi wszystko opadło, że się tak wyraże. Wszystko idzie jak po grudzie. Do tego dopadła mnie jakaś infekcja smarkata i jestem trochę marudna. Opieram się tym negatywnym odczuciom, ale czasem, no czasem człowiekowi się nie chce szarpać i tak sobie pozwala trochę pokaprysić, poużalać nad sobą
Dobrze, że chociaż czasami jak Elfik padnie można kawę wypić. Czasem udaje mi się wypić całą nawet...
A jak ma dobrą noc to nawet sie uda wykończyć to i owo
I tutaj znowu Himalaya Everyday Big. Uwielbiam ją. Grubaśna, milutka i przyjemna w robocie.
I po raz pierwszy pracowałam włóczką My Boshi. Też przyjemna, jednak ciut cieńsza.
Teraz mam na tapecie coś wiekszego. Pochłonęło mi już kilka wieczorów i nerwów bo nie idzie po mojej myśli. Ale jeszcze trochę i pokażę. Cierpliwości Wam i sobie życzę
Dobrze, że chociaż czasami jak Elfik padnie można kawę wypić. Czasem udaje mi się wypić całą nawet...
A jak ma dobrą noc to nawet sie uda wykończyć to i owo
I tutaj znowu Himalaya Everyday Big. Uwielbiam ją. Grubaśna, milutka i przyjemna w robocie.
I po raz pierwszy pracowałam włóczką My Boshi. Też przyjemna, jednak ciut cieńsza.
Teraz mam na tapecie coś wiekszego. Pochłonęło mi już kilka wieczorów i nerwów bo nie idzie po mojej myśli. Ale jeszcze trochę i pokażę. Cierpliwości Wam i sobie życzę
wtorek, 13 stycznia 2015
Zaległe
Z nowym rokiem wykańczam rozbebeszone projekty. Nie przeszkadza mi to w tym, żeby sobie przy okazji pozaczynać inne. No w czym to przeszkadza, prawda?
Smerfowa czapa, jeszcze raz. Tym razem z pomponem
Powstała spontanicznie i na czuja. Chyba zaczynam czaić o co chodzi z szydełkiem.
Normanie sama nie wierzę....
I jeszcze jedne kapcioszki na zamówienie. Kapciochy doleciały i pomimo pewnych trudności okazało się, że pasują i się podobają. Uffff
Właściwie to sa takie same jak poprzednie. Różnią się tylko kwiatuszkiem.
Smerfowa czapa, jeszcze raz. Tym razem z pomponem
Powstała spontanicznie i na czuja. Chyba zaczynam czaić o co chodzi z szydełkiem.
I jeszcze jedne kapcioszki na zamówienie. Kapciochy doleciały i pomimo pewnych trudności okazało się, że pasują i się podobają. Uffff
Właściwie to sa takie same jak poprzednie. Różnią się tylko kwiatuszkiem.
niedziela, 11 stycznia 2015
Jest sprawa
W sieci jest mnóstwo akcji i wiem, że większość z nas stara się pomagać w miarę możliwości. Dziś ja chciałabym Was prosić o wsparcie dla Kubusia. Serce boli patrząc na te wszystkie chore dzieci i chciałoby się pomóc wszystkim, boli również, że się nie da. Ale to, ze możemy wesprzeć choć odrobinkę sprawia, że te drobinki składają się na większą całość, na to, że dzieciaki mogą mieć swoją szansę, której nie dostaną bez nas.
Historia Kubunia jest na stronie prowadzonej przez jego kochających rodziców TUTAJ
A TUTAJ zaczynamy naszą aukcję, która pomoże małemu w leczeniu.
Kochani- jeśli chcecie możecie ofiarować jakiś drobiazg, możecie również licytować przedmioty innych. Liczę na Was jak zawsze!
Historia Kubunia jest na stronie prowadzonej przez jego kochających rodziców TUTAJ
A TUTAJ zaczynamy naszą aukcję, która pomoże małemu w leczeniu.
Kochani- jeśli chcecie możecie ofiarować jakiś drobiazg, możecie również licytować przedmioty innych. Liczę na Was jak zawsze!
czwartek, 11 grudnia 2014
Około świątecznie
Jeszcze trochę dziergam ale już właściwie kręcimy się w klimacie świąt. Taki czas- tych waszych cudowności na blogach jest tyle, że wszystkie bym przygarnęła z radością.
U mnie jeszcze jeden komplecik dla Malizny.
Kolejny komin w czerni
No i ten wspomniany świąteczny element musi być- więc tradycyjnie popierniczyliśmy, a dziewczyny zbudowały chatkę. Teraz czas się brać za pierogi, które u nas idą w setki, więc pewnie jakiś czas mnie nie będzie
U mnie jeszcze jeden komplecik dla Malizny.
Kolejny komin w czerni
No i ten wspomniany świąteczny element musi być- więc tradycyjnie popierniczyliśmy, a dziewczyny zbudowały chatkę. Teraz czas się brać za pierogi, które u nas idą w setki, więc pewnie jakiś czas mnie nie będzie
Etykiety:
Boże Narodzenie,
ciastka,
crochet,
czapka,
handmade,
Komplet,
otulacz,
ozdoby świąteczne,
pierniczki,
rękodzieło,
robótki,
szydełkowy komplet
piątek, 21 listopada 2014
Nic nowego
Nic nowego bo dalej pruję i testuję. Póki co, wciąż czapkuję dzieciaki. Urzekła mnie nowa włóczka Himalaya Everyday Big- jest bardzo miła w dotyku i fajnie się nią pracuje. Mam jeszcze kilka pomysłów, ale muszę też kiedyś spać, a że nie mam czasu, żeby nie mieć czasu, więc... No nie mam pojęcia kiedy zostaną zrealizowane.
Pierwszy komplecik dla Średniej- czapka taka trochę ,,skarpetowa" na zamówienie. Niestety bez fotki na modelce bo jak wraca to już ciemno i foty nie bardzo wychodzą.
Kolejna to taka zwykła dla Młodego bo wiecznie czapy gubi
I trochę pokombinowana z pieskiem
Miała być bez nauszników ale Mały ją targał na główce i ściągał więc ostatecznie je dorobiłam. Tak na modelu leży
I na koniec jeszcze kapciochy dla księżniczki wiecznie bosej
Dziękuję, że jesteście. Zawsze z radością czytam Wasze przemiłe komentarze. Pozdrawiam Was serdecznie
Pierwszy komplecik dla Średniej- czapka taka trochę ,,skarpetowa" na zamówienie. Niestety bez fotki na modelce bo jak wraca to już ciemno i foty nie bardzo wychodzą.
Kolejna to taka zwykła dla Młodego bo wiecznie czapy gubi
I trochę pokombinowana z pieskiem
Miała być bez nauszników ale Mały ją targał na główce i ściągał więc ostatecznie je dorobiłam. Tak na modelu leży
I na koniec jeszcze kapciochy dla księżniczki wiecznie bosej
Dziękuję, że jesteście. Zawsze z radością czytam Wasze przemiłe komentarze. Pozdrawiam Was serdecznie
wtorek, 4 listopada 2014
Poprawiona czapa
Wcześniej pokazywałam nieudaną próbę z czapką. Udało mi się zmienić projekt tak, że wygląda bardziej jak czapka, a nie przyłbica. Jest dobrze bo Maliźnie się spodobała. Do kompletu jeszcze dorobiłam otulaczyk i rękawiczki. Z tymi też miałam przeboje, ale są cieplutkie i wygodne. Mała chętnie je nosi bo poranki są już zimne.
Włóczka Dora i troszkę Elian Nicky, szydełko 3,5mm
Włóczka Dora i troszkę Elian Nicky, szydełko 3,5mm
czwartek, 30 października 2014
Buuu!
Najpierw Malizna przyjechała na dyni.
Wcześniej dostaliśmy trochę mniejszą i za nią wzięła się ona
Zawzięcie wycinała i tadam:
Do tej dużej podchodziłam troszkę nieufnie bo nie wiedziałam za bardzo jak się do niej dobrać. No ale po komisyjnym rozpatrzeniu, jakoś poszło
Cięłam, cięłam....
...i została zaakceptowana przez Inspektora
Przez chwilę niektórzy chcieli sobie głowy zamienić
Ale nie pasowało więc zrobiliśmy lampion. Spory lampion.
Zupa dyniowa już była, Pierworodna robi mufinki dyniowe. Szykujemy słodycze i stroje.
Jutro straszymy
No to Buuu!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



