Oglądam namiętnie Wasze blogi. Oglądam i nie mogę się nadziwić jakie macie zadbane domki, zorganizowane ogrody, tarasy, wszystko takie zaplanowane i dopracowane... I wpadam w zadumę dlaczego mi nie wychodzi? W domu to mam ciągle jak po przemarszu wrogich wojsk, a porządek tylko wtedy kiedy jestem w trakcie sprzątania. Odkurzacz stoi zwykle gdzieś w zasięgu, no bo ja zaraz poodkurzam tylko jeszcze kawę wypiję, stronę książki przeczytam, zbuduję zamek z klocków z Malizną itd itp. A potem zawsze mogę huknąć na starszaki, żeby coś ogarnęły bo w końcu też tu mieszkają. Muszę tu podkreślić, że taki stan rzeczy nie był taki od początku. Na początku tego chaosu byłam ja przyrośnięta do ściery. O tak- duet tak doskonały, że dzień kończyłam i zaczynałam od jej obściskiwania. A potem przyszedł czas opamiętania (boszsz, dlaczego tyle lat mi to zajęło?!). Czy mam przez to więcej czasu? Ależ skąd! Przecież jest tyle fajnych rzeczy do zrobienia przez cały dzień! A jak się ma w domu bandziory takie jak moje to kolorowych atrakcji nigdy nie brakuje

No i jeszcze jest ogród. Duży, z potencjałem, co do którego mam plany...I na tym się zwykle kończy. Nie mogę rozpracować gdzie sadzić jakie rośliny, jak je potem pielęgnować- o rany ileż ja roślin uśmierciłam przy pieleniu, albo ogarnianiu wczesną wiosną- zwyczajnie zapominam co gdzie jest. Warzywnik wydzierałam z wieloletniej murawy i gdy już osiągnął jaki taki wygląd cały ten teren został systematycznie zalewany i zamieszkany przez nornice- zgroza. Duża część starego ogrodu skrywa w sobie tajemnicze ruiny i żeby tam cokolwiek posadzić, trzeba się uzbroić w mocny kilof

Więc w końcu przyjęłam rzeczy takimi jakimi są i po dłuuuugim czasie rozpaczy i złości dotarło do mnie, że świnia nie będzie śpiewać nawet jak się ją do opery zaprowadzi, wobec czego cieszę się na wpół dzikim ogrodem i całym dobrodziejstwem natury jakim mi rzuci, o!
Na osłodę mam jeszcze wasze blogi - czarujecie na nich, oj czarujecie kochani.
Tak po cichu należałoby jeszcze dodać, że jestem troszkę nie zorganizowana....No może bardziej niż troszkę. No i w tym roku to się nawet do świąt jeszcze nie zaczęłam przygotowywać. Przecież zdążę, prawda?
Haniu- nie ma tak lekko, Mały śpi TYLKO na powietrzu. W momencie powrotu do domu staje się rześki i skory do figli więc o czasie dla siebie mogę zapomnieć. No chyba, że wykorzystuję go na dworze
Daisy- zarumieniłam się po koniuszki włosów, no. Gratuluję ponownego babciowania i ściskam mocno
Halinko- no wiem, że jeszcze zimno u was, wiem, ale życzę co by się w końcu wiosna i do was udała. Twoje krokusy zjadły sarny, a moje po pierwszym deszczu położyły się w trawie i nie mają ochoty się podnieść